niedziela, 2 września 2012
"Wyobraź sobie [...], że wisisz na sieci stalowych nici rozpiętej między tysiącami ludzi, twoją rodziną, znajomymi, sąsiadami, „towarzystwem” , a każda nić zakończona jest zadziorowym haczykiem, wkłutym w mięśnie, do kości... I teraz spróbuj poruszyć się wbrew ruchom cudzym, połamiesz sobie kręgosłup, teraz spróbuj powiedzieć coś wbrew cudzym gardłom i językom, wyrwiesz sobie swój język, teraz zaprzecz Wstydowi!"
J. Dukaj, Lód
Od trzech lat zmagam się z depresją. W zasadzie "zmagam się" to za duże słowo- ona przytłacza tak, że podjęcie próby wysiłku jest trudem, co dopiero sam wysiłek, który i tak za każdym razem kończy się niepowodzeniem.
Trzy lata temu depresja zawładnęła moim życiem. Dużo lepiej.
Dzisiaj wiem, że jestem w samym środku tego bagienka i brak mi odwagi, aby stawić czoła swoim lękom. Boję zabrać się za naprawianie błędów. To wiąże się z ich upublicznieniem, przyznaniem, że tak, to wszystko ja, głupia, leniwa rozpuszczona, której poczucie wstydu, strach przed wstydem nie pozwala na zupełnie naturalne poprawianie się, każe żyć w świadomości własnych porażek, które należy ukrywać. Bo jeszcze ktoś pomyśli, że głupia, leniwa, rozpuszczona, skoro do takiej sytuacji doprowadziła. I będą mieli rację. Głupia, a do tego przygnieciona horrendalnym lękiem przed wstydem, zaszczepionym jej w dzieciństwie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)